Życzenia wielkanocne

Powiadom znajomego Mapa serwisu

Łęczna

Blaski i cienie Łęcznej

Jadą... jadą... jadą... z Podola, z Wołynia, z Ukrainy... Skrzypią osie, parskają konie, obracają się koła, wznosząc pył przydrożny... A za ludźmi - stada wołów, owiec, koni... Ryk, beczenie, chrzęst, pokrzykiwania pastuchów mieszają się w chóralny akord życia.
Na jarmark do Łęcznej, co się kiedyś Łucznem nazywała. Bo miłościwy pan, król Stefan Batory, zezwolił na ośmiodniowe jarmarki w tym osiedlu.
Cieszą się mieszkańcy Łęcznej. Szykują noclegi w swych drewnianych domkach dla ściągających z daleka kupców. A w miasteczku ruch. Zjeżdżają komedianci, cyrkowcy, karuzełnicy, błazny... Karczmarze zaopatrują piwnice i spiżarnie... W zajazdach robi się ciasno od furmanek, bryk, wasągów...

Jarmark w Łęcznej

Grajkowie grzmią od ucha. Na straganach barwią się i błyszczą cacka ozdobne do niewieścich strojów... W innym miejscu - kupcy prezentują łokciowiznę rozmaitą. Jaskrawią się aksamity i jedwabie... Mienią się sukna połyskliwą gładkością. A opodal wybór koni, a gdzie indziej - wybór bydła... Rżenie, bek, muzyka, śmiech... Pieniądze przepływają z kieszeni do kieszeni jak ruchliwa, niepowstrzymana fala.
I tak przez osiem dni.

Czerwono... purpurowo... zachłannie... upalnie... To pożar w Łęcznej.
Wesoło trzaska ogień, trawiąc wyschnięte, drewniane domki... Wesoło skacze z jednego dachu na drugi... Miasto płonie! Języki ognia liżą już drewniany kościółek... Ludzie krzyczą tak strasznie... Nie podzielają radości ognia. Drażnią się z nim. Ustawili się w długim szeregu i z rąk do rąk podają konwie wody na walkę z pożarem. A drudzy zbiegają po wodę do Wieprza. Spoceni, zziajani, ostatkiem sił zmagają się z szalejącym, rozweselonym ogniem...
Ale przecież zmienił się wiatr... Uprzykrzyła się pożarowi zabawa... Swąd, pogorzelisko, pustkowie sterczących kominów... Opadły zmęczone walką ręce... Część miasta ocalała.
Niespożyta jest ochota ludzka.

Pogorzelcy - przez sąsiadów przygarnięci - ruszyli do odbudowy miasta. Ruszyli z myślą o jarmarkach, z myślą o powrocie dobrobytu. I pobudowali miasto inaczej. Stanęły domy mieszkalne, łączone wspólnym dachem ze stajniami, stanęły uszeregowane tak, aby utworzyć kilka rynków dla wygody handlu... Życie zaczęło się uśmiechać do pogorzelców... Jeszcze trochę, a kupcy ze Wschodu ożywią zamarłą Łęczną... rozebrani gwar, muzyka, śmiech...
Tymczasem przyszły złe wieści ze strony Kraśnika. W mieście wybuchła morowa zaraza przywleczona z Azji. Napadli na Kraśnik Mongołowie... Zrabowali mienie - zostawili mór... I ludzie marli - co drugi.
Potem zaraza przerzuciła się na Urzędów,.. Ale to było jeszcze daleko od Łęcznej. Wreszcie przybliżyło się niebezpieczeństwo... Mór zaatakował z lekka Lublin. A na dziewięć dni przed Bożym Narodzeniem umarł na dżumę pierwszy człowiek w Łęcznej.
- Może tylko on... Może tylko ten jeden... - uspokajali siebie mieszkańcy miasta.

Aż oto rozpoczął się potworny taniec śmierci. Pukała ona do każdego domu, rozszalała, zachłanna, nieubłagana, zapraszając w śmiertelny tan. Coraz to zanosił się przeciągłym dźwiękiem kościelny dzwonek, zwiastun zgaśnięcia jeszcze jednego życia. Zabrakło w mieście trumien... Zabrakło łez... Zabrakło żałobników, bo - marli... marli... marli...

W przeciągu kilku dni prawie cała ludność miasta przeniosła się na cmentarz. Był to rok 1693.
I w pewnym momencie Śmierć wytarła kosę, roześmiała się nad obfitością żniwa i - odeszła.
Daremnie czekała na nią garstka pozostałych przy życiu. Wigilijny stół zgromadził ich w żałobie i... w zdrowiu. Mór odszedł bezpowrotnie. Boża gwiazdka zajrzała w smutne oczy ludzi.
I stanął krzyż dębowy w mieście, na pamiątkę odwrócenia zarazy postawiony przez tych, którzy ocaleli.

Minęły lata. Łęczna zaczęła się zaludniać... Przywilej Stanisława Augusta wznowił jarmarki. I znów zaczęli zjeżdżać kupcy z Podola, Wołynia, Ukrainy, Zduńskiej Woli, z Ozorkowa, Pilicy, Łodzi... Znów nadciągnęli komedianci, cyrkowcy, karuzelnicy, muzykanci... Ryczało bydło, pobekiwały owce, rżały konie... Znów pełne były zajazdy i pełne kieszenie. Minęły klęski, minęło zło, przemielone na strasznym kole zdarzeń, a wróciło ochotne, odrodzone życie.
Ale mieszkańcy Łęcznej - na dziewięć dni przed Bożym Narodzeniem oddawali się zawsze postom i modlitwom, pamiętni na klęskę miasta i na tych, którzy wtedy odeszli.

Łęczna miastem - o nadaniu praw miejskich Łęcznej

W 2007 roku przypada 540-lecie nadania Łęcznej praw miejskich. Z tej okazji zapraszamy do zapoznania się z artykułem zamieszczonym w jednym z "Merkuriuszy Łęczyńskich".

7 stycznia 1467 r. król Kazimierz Jagiellończyk, w czasie pobytu w Kozienicach, wystawił dokument, którego treść stanowiła przełom w dziejach nadwieprzańskiej wsi Łęczna. Monarcha zezwolił bowiem kasztelanowi krakowskiemu Janowi z Tęczyna zorganizować miasto, które miało nadał nazywać się Łęczna. Nadał mającemu powstać ośrodkowi miejskiemu prawo niemieckie inaczej zwane średzkie lub magdeburskie, chociaż później przyjęto model organizacyjny gminy miejskiej według prawa magdeburskiego, które występowało w stolicy województwa - Lublinie i było powszechne w XV w. w innych miastach małopolskich.

W ciągu drugiej połowy XX w. polska historiografia miejska wypracowała metodyczne kryteria badania okoliczności powstawania miast na prawie niemieckim. Rozwój badań urbanistycznych pozwolił wyodrębnić w całokształcie poczynań związanych z przygotowaniem i realizacją inwestycji miejskiej różne fazy i etapy, które traktowane łącznie składały się na proces lokacyjny miasta. Dwie główne jego fazy to lokacja prawna i lokacja przestrzenna. O ile pierwsza była wydarzeniem, którego datę możemy ustalić dokładnie co do dnia, miesiąca i roku, gdyż było nią zazwyczaj wystawienie królewskiego przywileju lokacyjnego, to lokacja przestrzenna była procesem długotrwałym, na którego przebieg duży wpływ miały rozliczne elementy rzeczywistości gospodarczej, społecznej, ustrojowej i politycznej, często bardzo odległe od spraw urbanizacji.

Tak wiec przywilej lokacyjny, podstawowy element lokacji prawnej, nie tworzył jeszcze nowego ośrodka miejskiego, ale zapewniał procesowi lokacyjnemu podstawę prawną dla organizacji wewnętrznej i ustroju gminy miejskiej, a także pozwalał dokonać podziału przestrzeni miasta według powszechnie stosowanego modelu oraz przeprowadzić potrzebne prace inwestycyjne. Powstanie nowego miasta wymagało jednak wprowadzenia w życie decyzji zawartych w dyspozycji aktu lokacyjnego.

W przypadku Łęcznej prace inwestycyjne zostały podjęte i przeprowadzone już po otrzymaniu przywileju królewskiego. Zapewne jednak wcześniej fundator wybrał miejsce pod przyszłe miasto, które miało powstać przy przeprawie przez Wieprz, u ujścia do tej rzeki jej dopływu Świnki, zwanej też Jagielnią. Miejsce to leżało na drodze handlowej z Chełma do Lublina, która była odcinkiem ważnego szlaku, łączącego kolonie włoskie nad Morzem Czarnym (Kaffę, Kilię, Tynnę, Białogród) oraz tereny Ukrainy z wybrzeżem Bałtyku i Europą Zachodnią. Po przeprawie przez Bug wiodła ona przez Chełm do przeprawy przez Wieprz i dalej do Lublina, Wąwolnicy i Kazimierza Dolnego, aby po przekroczeniu Wisły rozwidlić się na dwie drogi, z których jedna prowadziła nad Bałtyk i Pomorze, druga do Wielkopolski, na Śląsk i do krajów niemieckich.

W ciągu XV w. droga ta zyskiwała na znaczeniu, gdyż prowadziła do Lublina, bardzo ważnego emporium handlu międzynarodowego w Europie Środkowej, którego znaczenie w wymianie handlowej rosło wówczas z każdym rokiem. W siódmym dziesięcioleciu XV w. na wschód od Lublina pomiędzy Parczewem na północy i Piaskami na południu nie było ośrodka miejskiego. Przybywało zaś osad wiejskich które rozwijały coraz intensywniej gospodarkę rolną i eksploatację okolicznych lasów, co obok gospodarki rybnej stanowiło najbardziej charakterystyczne elementy tutejszego krajobrazu osadniczego i gospodarczego.

Dobrze rozumiejący mechanizmy gospodarki rynkowej Jan Tęczyński zwrócił uwagę na przydatność terenu u ujścia Świnki do Wieprza dla zorganizowania tutaj miasta. Nosząc się z takim zamiarem w latach 1462-1464 wykupił obydwie części wsi Łęczna, a następnie zarówno on, jaki jego następcy w ciągu trzech następnych dziesięcioleci stworzyli w okolicy rozległy klucz dóbr, dla którego inwestycja miejska miała być ośrodkiem centralnym.

Rozpoczęto więc zabiegi o przywilej królewski. Otrzymany w styczniu 1467 r. akt nadawał mającemu powstać ośrodkowi prawo niemieckie, jakim inne miasta ziemi lubelskiej cieszą się. Obszar miasta został wyłączony spod jurysdykcji prawa polskiego oraz urzędników królewskich. Władzę oddano wójtowi dziedzicznemu, który otrzymał jurysdykcję na całym jego obszarze. On też po zasiedleniu miasta zorganizował gminę miejską i jej władze, a zwłaszcza ławę sądową. Liczyła ona w Łęcznej siedmiu ławników, zaś rada miejska czterech rajców. Liczebność tych kolegiów była taka sama jak w stolicy ziemi - Lublinie. Dlatego też można stwierdzić, iż przy organizacji gminy miejskiej w Łęcznej wzorowano się na organizacji tego miasta.

Król pozwolił także organizować w Łęcznej targi tygodniowe w czwartki oraz nadał dwa jarmarki, wyznaczone na św. Urbana (25 maja) i Święto 11.000 Dziewic (21 października). Terminy te były ściśle związane z kalendarzem jarmarków lubelskich (wiosennego na Zielone Świątki i jesiennego na Szymona i Judę - 28 X).

Bogaty w treść przywilej lokacyjny, który możemy uważać za metrykę miejskości Łęcznej po odebraniu go z kancelarii królewskiej przez fundatora, stał się fundamentem dla tamtejszej gminy miejskiej i w tej roli występował aż do 1810 r., gdy to wprowadzono do ustroju miast departamentu lubelskiego jednolite urządzenia administracyjne dekretu Fryderyka Augusta, Księcia Warszawskiego z 23 lutego 1809 r. dla miast tego państwa. Jednocześnie utraciły moc prawną wszystkie poprzednio nadane przywileje, a więc i łęczyński.

Jeszcze w 1467 r. rozpoczęto zapewne prace przy lokacji przestrzennej Łęcznej. Nie wiemy czy pracami związanymi z rozplanowaniem ośrodka, jego zabudową i zaludnieniem kierował kasztelan krakowski osobiście, czy też zastępowali go przy tym administratorzy okolicznych dóbr. Być może pracami inwestycyjnymi w Łęcznej kierował kompetentny zasadźca, którym mógł być Mścisław, wójt z Dzierzkowic, który w 1475 r. otrzymał dokument na wójtostwo dziedziczne.

Pod miasto wybrano wzgórze na lewym brzegu rzeki Świnki, posiadające naturalne walory obronne. Było to terytorium części wsi, która poprzednio należała do domeny monarszej. Układ przestrzenny miasta rozplanowano na wprost istniejącego kościoła parafialnego, z którym związano go osiowo. Były to tereny wokół obecnego Rynku II. Poza Rynkiem rozplanowano sieć ulic, których nazwy zachowały się dopiero z XVII w. Obszar przy Rynku i ulicach, o kształcie prostokąta, podzielono na działki siedliskowe, których w czasie rozplanowania wytyczono ponad 100. Układ miasta lokacyjnego, jak możemy to dzisiaj stwierdzić, przyjmując jego niewielkie zmiany w stuleciach późniejszych, to tzw. prosty plan szachownicowy, charakterystyczny dla miast lokowanych na prawie magdeburskim. W dalszej kolejności prowadzono prace przy zabudowie i zasiedleniu miasta. Wznoszono domy drewniane, podobnie jak w innych miastach małopolskich. Drewniany był też Ratusz i kościół parafialny.

W Łęcznej osiedlili się Polacy i przybysze z innych krajów, ze względu na położenie miasta na szlakach handlowych. Byli to Niemcy, Żydzi a także Rusini. W końcu XV w. liczbę ludności Łęcznej szacuje się na około 1000 mieszkańców. Zajmowali się oni rzemiosłem, handlem i rolnictwem oraz obsługą kupców przejeżdżających przez miasto. Poza wspomnianym wyżej szlakiem z Chełma do Lublina od końca XV w. ważną rolę odgrywała droga solna prowadząca z żup drohobyckich na Podlasie i Litwę. Od XVI w. ponadto Łęczna była ważnym portem rzecznym na Wieprzu, z którego odprawiano szkuty, dubasy i komiegi ze zbożem i towarami leśnymi, aby płynęły do Gdańska. Ważną rolę w życiu mieszczan łęczyńskich odgrywał handel, koncentrujący się w czasie jarmarków, których kalendarz uległ modyfikacji w 1582 r., przez co zostały one ściślej związane z jarmarkami lubelskimi.

Zakończeniem lokacji przestrzennej i organizacji gminy miejskiej w Łęcznej było ogłoszenie dokumentu lokacyjnego fundatora, za jaki należy uznać dokument Stanisława Tęczyńskiego znany dotychczas jako akt sprzedaży wójtostwa z 1475 r. Nikt bowiem z historyków, którzy analizowali ten akt (uwaga ta dotyczy również moich badań) nie zwrócił uwagi, że dokument ten poza formułami typowymi dla kontraktu wójtowskiego, zawiera sformułowania charakterystyczne dla dokumentu fundatora, wiążące się chociażby z powinnościami mieszczan na rzecz właściciela, czy też udzieleniem wolnizny.

Dlatego też należy przyjąć, że wyznaczenie majątku wójta dziedzicznego i ustalenie jego obowiązków wobec gminy miejskiej i właściciela odbyło się na zakończenie prac związanych z zaludnieniem i organizacją miasta.

Uposażenie wójtostwa stanowiły trzy łany pola, jedna łąka, stawek Subczyński, a także prawo połowu ryb w jeziorze dratowskim. Otrzymał wójt również prawo do zarządzania łaźnią miejską, która została wcześniej zbudowana, cztery jatki rzeźnicze, wszystkie jatki szewskie i piekarskie oraz dochody z nich. Dostał też dochody typowe dla tego urzędu czyli 1/6 opłat czynszowych i 1/3 wpływów z kar sądowych. Mógł on również bez opłaty mleć zboże w młynie właściciela, jaki został uprzednio zbudowany nad Wieprzem. Syn fundatora obdarzył mieszczan łęczyńskich 15-letnią wolnizną od powinności na swoją rzecz. Nie wiemy tylko, od kiedy liczono termin jej rozpoczęcia: od daty przywileju lokacyjnego, czy też od daty dokumentu Stanisława Tęczyńskego.

Dokument regulował w dalszej części dyspozycji i powinności rzemieślników na rzecz dworu, zarówno w okresie wolnizny, jak i po jej zakończeniu. Ustalał także wysokości czynszu z pól, domów rynkowych i ulicznych oraz zagród, a także prace odrobkowe mieszczan na polach i łąkach właściciela, czy szarwarki do naprawy grobli stawowych. Ponadto właściciel wyznaczył mieszczanom pastwiska w okolicy miasta. Do obowiązków gminy miejskiej należało także przygotowanie i wyposażanie wozu bojowego, który miał się udawać na pospolite ruszenie z czterema woźnicami i dwoma piechurami. Miasto mogło jednak zamiast tego wypłacić sumę 20 grzywien.

Decyzja kasztelana krakowskiego, aby u ujścia Świnki do Wieprza lokować miasto okazała się więc trafna. W jej następstwie powstał ośrodek, który szybko zaznaczył swoją rolę w kształtowaniu gospodarki rynkowej na wschód od Lublina. Rozwijając się zaś pomyślnie w XVI w. zdominował inne miasta w okolicy: Piaski, Puchaczów i Ostrów. Był ważnym ogniwem sieci miejskiej województwa lubelskiego w całym okresie przedrozbiorowym.

Autor: Prof. dr hab. Ryszard Szczygieł jest historykiem, kierownikiem Zakładu Historii Średniowiecza Polski UMCS w Lublinie Źródło: „Łęczna miastem” w: „Merkuriusz Łęczyński” nr 16/03, s. 2-4. Wydawca: Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łęczyńskiej

Legenda o dzielnym dziku, co na miejsce w herbie sobie zasłużył

(…) Od wielu wieków, aż po wiek XIX, w bliskim sąsiedztwie Łęcznej były olbrzymie lasy, a w nich mnóstwo różnego zwierza: tury, jelenie, dziki a i drobnego nie brakowało.

Plagą dla mieszkańców miasteczka były wilki. One to nocą zakradały się do zagród i pogrywały domowe zwierzęta a bywało, że i ludzi. Nie pomagały żadne sposoby - ani drewniane ogrodzenia domostw ani nawet warty nocne. Straty mieszkańców były duże.

Kiedy wyczerpano wszystkie możliwe sposoby - użyto ostatniej szansy, jaką był ogień. Wzdłuż linii lasu od strony miasta rozpalono setki ognisk, zaś dorośli mężczyźni z pochodniami i bronią w ręku ruszyli w las. Czyniony hałas, strzały i ogień wypłoszyły wilki, ale ucierpiały na tym inne niewinne zwierzęta.

Taka niemiła przygoda spotkała małego, pasiastego dziczka. Zraniony w nogę, przerażony, znalazł się na ulicach miasta. Bawiące się dzieci zauważyły go - natychmiast się nim zaopiekowały, zaniosły do znachora, który ranę opatrzył i odtąd mały, samotny dziczek stał się ich podopiecznym. Karmiły go, bawiły się z nim i po krótkim okresie czasu dziczek stal się nieodłącznym towarzyszem zabaw łęczyńskich dzieci. Wyrastał na dorodnego, pięknego dzika.

Pewnego razu, głęboką nocą, w zagrodzie, gdzie dzik miał schronienie - wybuchł pożar. Miasto spało głębokim snem. Dzik wypadł na podwórze - piszczał, kwiczał przeraźliwie - narobił takiego hałasu, że przebudził nie tylko swoich gospodarzy ale i mieszkańców sąsiednich domostw. Natychmiast zauważyli powód hałasu zwierzęcia - i pożar ugaszono.

Odtąd dzik stał się bohaterem miasta. Był już nie tylko ulubieńcem dzieci, ale i dorośli traktowali go z należnymi mu względami.

Postanowiono zatem by dzik-bohater został symbolem miasta i tak się też stało. Do dziś w herbie Łęcznej, na zielonej murawie stoi sobie dziarsko zadzierając łeb, jakby wciąż dumny ze swego dzielnego zachowania przed wiekami.

Źródło: Stefania Pawlak, "Merkuriusz Łęczyński"
Serwis turystyczny
Swiss Contribution

Copyright © 2014 Powiat Łęczyński
Portal współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz z budżetu państwa w ramach wdrażania Programu Sąsiedztwa Polska - Białoruś - Ukraina INTERREG IIIA/Tacis CBC 2004 - 2006 na podstawie umowy ze Stowarzyszeniem Samorządów Euroregionu Bug.

projektowanie stron krakówprojektowanie stron kraków